Jak 2: Renegade #3: Artefakty
Przez dwa lata w niewoli Jak na szczęście nie utracił swoich zdolności. Nadal dobrze radził sobie w boju, był zręczny, a przy tym potrafił szybko odnaleźć się za kierownicą znalezionego pojazdu. Różnica pomiędzy tamtym Jakiem, z którym kiedyś powstrzymaliśmy Gola Acherona, a tym obecnym była jednak fundamentalna dla naszego przetrwania w brudnym i niebezpiecznym Haven City. Ten nie miał problemu, by odebrać komuś siłą potrzebną maszynę, a w razie potrzeby zrobić w kilku dzielnicach solidną demolkę.
Kurier przemytnika
To wszystko sprzyjało budowaniu odpowiedniej reputacji u potencjalnych zleceniodawców. Nie bez przyczyny przecież obślizgły Kree najpierw sprezentował nam spluwę, a teraz podesłał namiary na właścicielkę zespołu wyścigowego, która szukała kierowcy. Wykazaliśmy się, docierając na czas na miejsce spotkania, a potem zdaliśmy test na odrzutowej deskorolce. Jakowi spodobała się nowa zabawka i zobaczymy, jak szybko przyjdzie okazja jeszcze z niej skorzystać.
Tymczasem ruch oporu wysłał na przeszpiegi Kree swoją najlepszą reprezentantkę. Kusząca Tess doskonale prezentowała się za barem i od razu rzuciłem się jej do pomocy. Sprawdzanie zapasów barku grubasa miało jeden nieprzyjemny skutek. Nawaliłem się w trupa, więc potem cierpiałem na ramieniu Jaka, kiedy ten bawił się znowu w kuriera i zbierał należności w mieście dla przemytnika. Było ich czternaście, a ja przeklinałem ten dzień od pierwszych drgań silnika lewitującego jeździka. Czemu Kree zgodził się, by ludzie zostawiali mu należności w paczkach na ulicach Haven City zamiast przynieść grzecznie do pubu?! Na szczęście Jak okazał się litościwy i sprawnie zamknął temat, choć strażnicy szybko nas przejrzeli i zaczęli ścigać, dokładając dodatkowe wyzwanie.
Kiedy już doszedłem do siebie, wyruszyliśmy z kolejną misją od ruchu oporu. Znów do przepompowni poza miastem, gdzie rzekomo w tarapaty wpadła kolejna informatorka Torna. Tym razem pracująca na co dzień w straży barona. Zadziwiająco pechowych ma tych swoich szpiegów nasz koleżka z bunkra, bo co rusz któryś wymaga ratowania. Karabin i strzelba pozwoliły szybko uporać się z kolejnymi grupami czyhających na przypadkowe ofiary Metal Heads.
Artefakty
W końcu odnaleźliśmy wspomnianą informatorkę, której raczej daleko było do damy w opałach. Seksbomba z czerwonymi włosami zaczesanymi do tyłu, tatuażami pokrywającymi głowę i z pistoletem w dłoni doprowadziła pewnie niejedno serce do eksplozji. Od razu zaoferowałem swoje wsparcie na froncie miłości, deklarując pełną gotowość do wykonania każdego jej rozkazu. W odpowiedzi zagroziła, że za moment mogę mieć głos wyższy o kilka oktaw, a potem pozwoliła nam wykazać się przy niespodziewanym ataku Metal Heads.
Nie wpadliśmy w panikę, bo przeciwnicy byli nastawieni na walkę na krótkim dystansie, co stanowczo odrzuciliśmy celnymi strzałami z karabinu z bezpiecznej odległości. Strażniczka doceniła nasz spryt i opanowanie. Nim odleciała w stronę miasta, podzieliła się jeszcze ciekawą informacją. Praxis najwyraźniej szukał artefaktów powiązanych z założycielem Haven City. Zależało mu na nich tak bardzo, że wysyłał na kolejne samobójcze misje swoich najbardziej zaufanych ludzi.
To był trop wart głębszego pokopania, dlatego za radą świeżo poznanej Ashelin udaliśmy się na miejski bazar, gdzie w jednym z namiotów mieszkała sobie niewidoma wieszczka Onin. Towarzyszyła jej niezwykle wygadana małpa, pełniąca rolę tłumacza z języka migowego małpa o imieniu Pecker. Jeśli mam być szczery, kiepska w swojej robocie. Pomimo niezbyt dokładnego przekładu zdołaliśmy dowiedzieć się, że musimy udać się do świątyni w górach za miastem, by zdobyć trzy cenne relikty. Dokładnie trzy. Nie dwa, nie cztery, a trzy. Pecker i Onin podkreślali to z zagadkową dokładnością. Rodziło to równie wiele pytań, jak sama forma powitania wieszczki, która zasugerowała, że widzi się z Jakiem ponownie. Najwyraźniej coś już pod tą starą kopułą skrzypiało i nie spełniało właściwie swojej funkcji.
Świątynia w górach
Bez ociągania udaliśmy się na miejsce. Wyjście do świątyni prowadziło obok nawadnianych ogromnymi spryskiwaczami ogrodów, w których hodowane były lokalne warzywa. Niewiele tego, jak na tak duże miasto. Spodziewałbym się, że to raczej kaprys i coś dla rozrywki dla kilku nazbyt ambitnych ogrodników z Haven City.
Świątynia była ożywczym doświadczeniem. Może i roiło się tam od Metal Heads, w tym też od tych najmniej przyjemnych w obyciu, bo uzbrojonych w karabiny i tarcze, ale pomińmy to. Kiedy zaczęliśmy z Jakiem eksplorować jej zakamarki, poczułem się, jakbym cofnął się w czasie o dwa i pół roku. Przez chwilę było jak wtedy, kiedy wyruszyliśmy z wioski, by powstrzymać Gola i szukać orbów Przedwiecznych. Znów, na krótką chwilę, zaczęła towarzyszyć nam przygoda w pełnym tego słowa znaczeniu. Otaczały nas przedziwne konstrukcje i sunące swoim rytmem pradawne mechanizmy. Skalne półki pokryte zielenią, a obok nich czysta woda lecąca w dół wodospadami. Otaczała nas natura i wytwory dawnej cywilizacji, a nie brud, bieda i znój codzienności znane mieszkańcom Haven City.
Corrida
Znaleźliśmy tam coś dla ducha, ale też dla ciała i umysłu. Wymagające uważności wąskie przesmyki i większe rozpadliny oznaczały trochę skakania. W pewnym momencie dotarliśmy do akwenu czarnego eco. Mroczna toń pozostawała uśpiona, ale czuło się do niej respekt. Ktoś zbudował nietypowe przejście na drugą stronę. Na powierzchni unosiły się ogromne sześciany, których ściany były podatne na uderzenia. Mogliśmy sami uformować sobie drogę dalej, ale nie było to łatwe, bo ograniczona liczba ścianek wymagała dokładnego zaplanowania posunięć, by znaleźć się blisko kolejnego sześcianu. Kilka razy musieliśmy wrócić i zrestartować mechanizm, kiedy Jak niechcący zahaczył niewłaściwą część. W końcu dotarliśmy na drugi brzeg.
Każdy z trzech artefaktów był strzeżony przez nieznany nam wcześniej rodzaj Metal Heads. Przypominały byki i dokładnie tak się zachowywały. Szarżowały przed siebie, próbując nas staranować. Jak musiał wpakować sporo pocisków w ich łby, nim upadły i odblokowały przejścia dalej. Tak, nie ustępując przed żadnym wyzwaniem, sięgnęliśmy po trzy przedmioty o zagadkowej wartości. Nikomu wcześniej się to nie udało. Być może nikt przed nami nie próbował. Zagadką w tym momencie pozostawało, dlaczego Onin zleciła nam ich pozyskanie. Kolejne pytanie, na które odpowiedzi będziemy szukać, torując sobie drogę do barona Praxisa.
—
Jak 2: Renegade to kontynuacja hitowej platformówki Jak & Daxter: The Precursor Legacy, która w dużym stopniu odchodzi od założeń klasycznej platformówki 3D. Zamiast tego dalsza opowieść o losach tytułowych bohaterów zmienia się w sandboksa w mrocznym i nieprzyjaznym świecie, stawiając dużo mocniej na strzelanie i fabułę. Co skrywa Jak 2 i jakiego rodzaju wyzwania oferuje? O tym wszystkim opowiem w kolejnych odcinkach opowiadania z gry. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi przetrwać w Haven City! Dziękuję z góry!
<— Poprzedni odcinek relacji z gry Jak 2: Renegade
Następny odcinek historii z gry Jak 2: Renegade —>
<— Przeczytaj pierwszy odcinek opowieści z Jak 2: Renegade
< — Przeczytaj opowieść z Jak & Daxter: The Precursor Legacy





